„Amonit”, to brytyjska produkcja, która pozwala płynąć wraz z obrazem.

Fabuła filmu nie jest skomplikowana, wręcz banalnie prosta, ale tutaj o niej nie poczytacie. Zobacz ten film, a zapoznasz się z jego treścią. Zero spoilerów!  Chyba, że wolisz szybką akcję, zawiłą fabułę, to od razu zacznij oglądać Gentleman Jack, jak oczywiście uwielbiasz kostiumowe branżówki.

Ta europejska produkcja jest rozwleczona w czasie, czasami za bardzo, czasami w punkt. Co jednak z tego, skoro w trakcie możemy zobaczyć nagą Kate Winslet.

A tak zupełnie serio.

Film dobrze odzwierciedla klimat XIX wiecznej Anglii: bieda,  bardzo widoczny podział klasowy.

Utoniesz tutaj w stonowanych barwach. Ugry, beże, błękity, to one  nadają niesamowity ton obrazowi, sprawia, że smutek ma zapach, a samotność czujesz aż w lędźwiach. Światło jest przeważnie punktowe, stłumione, przerażające.

Film przypomina obraz Whistler’s Mother, Jamesa McNeilla Whistlera. Wręcz jakby ożył i dostał trochę oszczędnych dialogów, nieśpiesznych ruchów oraz dźwięków. A raczej przeszywającej ciszy, która tnie przestrzeń jak żyletka. Tutaj oszczędzano w środkach, oprócz naturalnych dźwięków (szumu morza, odrywanego kamienia), pojedynczych melodii pianina, czy wiolonczeli nie ma nic. Cisza.

Może to też ona budzi ogromną tęsknotę , która jest ukryta za tym obrazem, może ta przestrzeń, genialny kadr – stonowany, często symetryczny.

Jest to opowieść o pasji, miłości, wyborze… Historię odkrywasz powoli jak główna bohaterka ukochane amonity.