Księgi zapomnianych żyć, Bridget Collins  

„Wyobraź sobie świat, w którym książki są zakazane, a ich czytanie jest uważane za zbrodnie”.

Myśląc, że będzie to lektura przypominająca „ Złodziejkę książek”, bez wahania wrzuciłam ją do koszyka. Cóż za ogromne zdziwienie było, gdy odkryłam, iż jest to magiczna opowieść, która porusza wiele trudnych tematów. Jednak cała historia opiera się na miłości dwóch młodzieńców, która w całym tym zwairowanym, magicznym świecie może przetrwać…

…ale czy na pewno?

Książka zaczyna się kompletnie inaczej, nikt nie podejrzewa Miłości, lecz wręcz podstęp i nieufność.

Pierwsza cześć opowiada o rzeczach, które są niedopowiedziane, które każą czytelnikowi układać sobie treść niczym puzzle. I żaden wątek miłosny nie wchodzi w grę, lecz książki…

…które są złe, ale nie złe, bo jest oficjalny zakaz ich czytania – a może jest? Na głos niewypowiedziany?

Jednak od samego początku książki są tym, czego nie dało się przewidzieć. Zaskakująca fabuła wprowadza nas w świat czarnej magii, która wiąże się ze strachem, jednocześnie porusza wiele trudnych wątków i rzeczy, których nie chcemy pamiętać, których nie chcą pamiętać bohaterowie.

Pełna tajemniczości zdarzeń historia odkrywa przed nami miłość czystą jak strumień wody, która przez swój zły czas nie jest wstanie zaistnieć. Opowiada o trudnościach, mezaliansie, bestialstwie, o miłości, której na przeszkodzie stoi wszystko.

W drugiej części znajdziemy opowieść o tym jak się zaczęło i dlaczego tak tragicznie się skończyło. Wszystko kręci się wokół niepamięci, niemożności, wymaganiom i powinnościom. Tak jak w życiu każdego z nas. Kto nie zrobił głupoty, ręka do góry?

Ostatnia część jawi nam się z perspektywy drugiego kochanka, jego oczami, ale już po wszystkim, tutaj historia powinna kończyć się endem, bo nie happy. Ale może przeczytamy sami i do końca?

Mimo, że książkę tę możemy odłożyć na półkę pod kategorią rozrywka, to powoduje w nas wiele napięcia. Zostaje z nami przez chwilę. Przyznam, że musiałam czytać na raty, bo była dla mnie za trudna emocjonalnie, poruszająca wiele tematów, których sama się boję, które są dla mnie niesprawiedliwe i podłe, tak bardzo, że aż niemożliwe. A jednak, istnieją.

Książka, po której nie jesteś w stanie zgadnąć, że jest z kategorii LGBT i to jest w niej najfajniejsze. Bo wątek romantyczny nie jest dominujący, a wpisuje się całą opowieść, jest jego całością.  Zaskoczyło mnie to, że nie jest to kolejna pozycja o miłości dwóch kochanków, którzy nie mogą być razem, a jest to historia z nimi, otulona w magiczny świat, w miękkiej obwolucie z zielonego jedwabiu.